Wizyt:
Dzisiaj: 30Wszystkich: 9829

Ostatnie pożegnanie Anny Makowskiej-Cieleń

Aktualności » Ostatnie pożegnanie Anny Makowskiej-Cieleń

  • fot. L. Oleśniewicz
    fot. L. Oleśniewicz
  • fot. L. Oleśniewicz
    fot. L. Oleśniewicz
  • fot. L. Oleśniewicz
    fot. L. Oleśniewicz
  • fot. L. Oleśniewicz
    fot. L. Oleśniewicz
  • fot. L. Oleśniewicz
    fot. L. Oleśniewicz

Szanowni Państwo,

proszę pozwolić mi skierować pierwsze słowa do krewnych zmarłej

Czcigodna, pogrążona w smutku Rodzino,

proszę przyjąć najpierw ode mnie osobiście (jako Lubuszanina z pochodzenia) wyrazy głębokiego współczucia. Łącząc się w żałobie i smutku po śmierci Pani Ani Makowskiej-Cieleń, chciałbym złożyć moje najszczersze kondolencje.

Kondolencje te wyrażam również  w imieniu Rady Krajowej Ruchu Stowarzyszeń Regionalnych w Warszawie i jej zarządu - prezesów dr. Tadeusza Samborskiego i Bożeny Konikowskiej, z którą łączyły paną Anię więzi serdecznej przyjaźni. Pani Ania  była członkiem Rady  przez kilka kadencji - jako reprezentant Gorzowa Wielkopolskiego, ale i całej Ziemi Lubuskiej. Dlatego też również  od wielu innych przedstawicieli Rady  dostałem w przeddzień tego dzisiejszego ostatniego pożegnania liczne telefony i informacje drogą elektroniczną o łączeniu się w bólu. Nawet dzisiaj będąc w drodze na tą uroczystość ostatniego pożegnania zostałem poproszony przez zachodniopomorskiego przedstawiciela Rady, prof. B. Matławskiego z US, mojego obecnego matecznika naukowego, o przekazanie w imieniu Szczecińskiego Towarzystwa Kultury wyrazów  głębokiego żalu i zasmucenia...

Czcigodni księża, przyjaciele, sąsiedzi i koledzy, lubuscy regionaliści,

Ta straszna wiadomość dogłębnie wstrząsnęła nami wszystkimi, bo odszedł człowiek  wielkiego ducha, człowiek powszechnie szanowany i kochany,a ludzie, których kochamy zostają na zawsze, bo zostawili  ślady w naszych sercach.

Dlatego z wielką  czcią pochylamy dziś głowy nad ciałem i grobem naszej Ani.

Przyszliśmy tu (Aniu), aby towarzyszyć Ci w Twojej ostatniej ziemskiej drodze dziękując Tobie za to, że mogliśmy Ciebie poznać i po prostu być z Tobą, ucząc się od Ciebie bardzo dużo.

W przedostatniej rozmowie z Anią, kiedy Jej zdrowie zaczynało poważnie szwankować i przebywała coraz częściej w szpitalu usłyszałem od niej słowa, że tak bardzo chciałaby jeszcze kilka lat pożyć. Ta wyrażająca się w tym bardzo silna wola do dalszago uczestniczenia w życiu społecznym związana była z wielką chęcią współkreowania naszej rzeczywistości na niwie kultury. Po ostatnim ogólnopolskim kongresie stowarzyszeń regionalistycznych snuliśmy oboje plany dotyczące integracji lubuskiego środowiskowej naszego Ruchu. Nie było jednak Jej dane urzeczywistnić tych planów. W promocji ostatniego tekstu sprawozdawczego z ostatniego ogólnopolskiego spotkania regionalistów, napisanego przez nas obu wspólnie dla gorzowskiego  Archiwum Państwowego, musiałem uczestniczyć już sam i w ostatniej rozmowie telefonicznej zdać jej sprawozdanie.Była ona wówczas już przez dłuższy czas wyłącznie pod opieką lekarzy i prosiła mnie, żeby ponownie tak szybko nie dzwonić, co mogło oznaczać, że potrzebuje dłuższy czas na rekonwalescencję po wyjściu ze szpitala. Moja kartka świąteczna wysłana do niej przed kilkoma dniami  i zawierająca życzenia szybkiego powrotu do zdrowia,  nie dotrze już nigdy do adresata...


Tutaj powstaje pytanie, które nawiązuje do łacińskiej sentencji poety rzymskiego Horacego non omnis moriar, nie wszystek umrę. 

Z nieustannym uśmiechem i swadą gawędziarza była Ania duszą wszystkich spotkań, tych oficjalnych, półoficjalnych i prywatnych. To był pedagog świadomy swojej misji, swojej kulturotwórczej kreatywności i  celów jakie chciała osiągnąć.

Żyła dla innych, zawsze wyciągała swoją pomocną dłoń, zawsze można było liczyć na jej wsparcie i bezinteresowność. W moim wypadku była to pomoc w duchowym powrocie do mojej małej "nadnoteckiej" ojczyzny.

A gdzie była Jej  "mała ojczyzna". Podkreślając zawsze i wszędzie swoją nadwarciańską zasiedziałość, w sytuacjach bardzo nastrojowych zawsze wracała nie tylko myślami do swoich wołyńskich korzeni opowiadając o złożoności historii tamtych lat, ale nigdy nie towarzyszyły jej przy tym uczucia destrukcyjne. Utkwiło mi na zawsze w pamięci wspólne przeżycie  teatralne podczas przedstawienia  Ballada o Wołyniu po którym jej pogoda ducha jako życiowa maksyma pozwoliła przezwyciężyć te ożyłe poprzez ten spektakl traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa, kiedy miała zaledwie dziesięć lat.

Szczególna aura powrotu tych wspomnień przybrała wówczas formę artykułowanego jako posłannictwo duchowe pojednania ponad podziałami w wystąpieniu referatowym na temat towarzystw kresowych działających w Gorzowie Wlkp. i na Ziemi Lubuskiej: Towarzystwa Miłośnikow Lwowa i Kresow Południowo-Wschodnich,Towarzystwa Miłośnikow Polesia i Białkowa oraz Towarzystwa Miłośnikow Wilna i Ziemi Wileńskiej. Towarzystwa te były dla niej podczas jej działalności w Radzie Krajowej dzieckiem specjalnej troski w sensie matczynej zapobiegliwości. Dlatego też była bardzo szczęśliwa, kiedy zabiegała  o krzyże zasługi dla swoich kresowiaków, które miałem zaszczyt przywieść do Gorzowa i które wręczała w obecności prezydenta miasta. Widziałem wówczas w jej twarzy wyrazy spełnienia i powrotu do jej duchowej wołyńskiej ojczyzny.

Na wszystkich posiedzeniach Rady jej "lubuski głos" był uważnie słuchany, a swada jako cecha charakterologiczna ożywiała dyskusję.

Była człowiekiem upartym i wytrwałym, dlatego nie poddawała się nigdy, nie zakładała niepowodzenia i nie mówiła, że nie podoła. Świadczy o tym chociażby fakt sprowadzenia  przez nią w 2002 r. do Gorzowie Ogólnopolskiego Kongresu Regionalistów, dodajmy jedynej tego rodzaju imprezy kulturalnej w całej powojennej historii tej ziemi. Była z tego faktu szczególnie dumna.

Tak jak my, urodzenie nad Notecią, jesteśmy dumni z tego, że jest absolwentką naszego drezdeneckiego Liceum Ogólnokształcącego im. St. Żeromskiego i staje w równym rzędzie z takimi absolwentami tej naszej małej alma mater, jak urodzony również na tej ziemi Rektor Uniwersytetu Szczecińskiego, któremu złożyła jako członek drezdeneckiej delegacji regionalistów wizytę, do której w późniejszych rozmowach wracała rozważaniami w kategoriach diaspory nadodrzańsko-nadwarciańsko-nadnoteckiej, rozumianej jako drugiej "małej ojczyzny" po zawieruchach, które spowodował wiatr historii.

Myślę, że znalazła w Gorzowie tą drugą ojczyznę, a poprzez to również spokój wewnętrzny wyzwalający wiele pokładów kreatywności.

Była bardzo ciekawa świata, który przyjmowała i akceptowała takim jakim jest, wykazując przy tym dużą tolerancję światopoglądową, kulturową   i  z w y k ł ą  ż y c i o w ą   m ą d r o ś ć.

Dlatego będzie Jej nam wszystkim brak - Rodzinie, przyjaciołom  iwspółpracownikom. Dlatego także pamięć o Niej pozostanie żywa i na zawsze w naszych sercach i modlitwie. Dlatego też wielu członków Rady Krajowej zapewniało mnie, że są w tej chwili myślami i modlitwą z nami.

Dlatego też stosownym biogramem w powstającej w kręgach naszego Ruchu Encyklopedii Regionalizmu Polskiego zapewnimy jej należne miejsce w pamięci zbiorowej naszej małej i dużej Ojczyzny.

Czcigodna, pogrążona w smutku Rodzino,

Zapewniamy Was o naszym głębokim współczuciu i obiecujemy wszelką pomoc!

Mi osobiście pokazałaś Aniu ścieżkę powrotu do naszej wspólnej  odyseuszowej Itaki w nowej rzeczywistości, której trzeba się najpierw nauczyć. Od dzisiaj już bez takiego nauczyciela i przewodnika...

(ale) non omnis moriar

Śpij w spokoju, Aniu.

z.up. Rady Krajowej RSR RP 

Andrzej Talarczyk,

przedstawiciel Ziemi Lubuskiej, przewodniczący Komisji Rewizyjnej RSR RP

Nadnoteckie Towarzystwo Kultury w Drezdenku/Uniwersytet Szczeciński